Zjadłabyś swoje paznokcie?

Miałam ostatnio kilka bardzo ciekawych rozmów.
Czasem słyszę argument, że aby zdrowo jeść, trzeba sporo wysiłku w to włożyć.

Hmm..

Ale żeby sobie paznokcie pomalować w rękach i nogach to nie trzeba wysiłku?
Żeby codziennie rano nakładać makijaż a potem wieczorem go zmywać to nie trzeba wkładać wysiłku?
Żeby po kąpieli nakładać na siebie różne kremy, balsamy, żeby się depilować, golić, brwi wyrównywać, suszyć i modelować włosy…
No kurczę, mogłabym tak wymieniać, ale o co chodzi??

Że taka wymuskana skorupa na zewnątrz, w środku gnije.

Zaniedbana, codziennie wypełniania świństwami.
Jak się pojawi pryszcz to lecimy do apteki po jakiś zyrtex (czy jak on się nazywa), albo do dermatologa, zamiast się zastanowić, co takiego zjedliśmy, że ta zgnilizna w środku zaczyna kwitnąć na zewnątrz???

Przepraszam najmocniej za określenie zgnilizna, ale bardzo często własnie zaczynamy gnić w środku i potem zaczyna się rajd po przychodniach i klinikach, bo zdrowe odżywianie to za wielki wysiłek.
Ważniejsze są paznokcie…

Co Ty o tym myślisz?